

We wtorek kupiłem kartę sieciową WiFi Planet WL-3564. Akurat taką, ponieważ nie potrzebowałem niczego bardziej profesjonalnego: sieć i tak pracuje w trybie 54 Mbps, a urządzenia firmy Planet nie są może zbyt wyrafinowane, lecz najczęściej działają całkiem poprawnie.
Niestety, zaczął się koszmar. Sterowniki karty regularnie „wykładały” system Windows XP powodując niebieski ekran lub całkowite zamrożenie systemu. Po poszukiwaniach producenta układu scalonego karty (Marvell 8335) zainstalowałem nowszą wersję oprogramowania, która zachowywała się równie źle. Eksperymenty z ustawieniami punktu dostępowego również okazały się być jałowe.
W końcu za radą znajomych wymieniłem w sklepie tę kartę na droższy model WL-3560, zbudowany w oparciu o układ scalony firmy Atheros. Problemy jak ręką odjął, natychmiast zniknęły. Karta nie tylko działa stabilnie, ale też nie zrywa połączeń przy słabym sygnale i osiąga znacznie wyższą przepustowość przy przesyłaniu danych.
Teraz również ja Wam radzę: omijajcie bezprzewodowe karty sieciowe z układami scalonymi firmy Marvell — przynajmniej do czasu, gdy dopracują wreszcie sterowniki.