RSS

Komedia omyłek

Liczba odsłon: 107

Elektronika i informatyka to dziedziny techniki charakteryzujące się niezwykle skomplikowaną i często niejednoznaczną terminologią. Wymaga to wyjątkowej uwagi przy korzystaniu z terminów fachowych, gdyż przez przypadek użyć można terminu nieścisłego lub wręcz błędnego. Z drugiej strony niesamowita ekspansja technologii informatycznych spowodowała, że do czynienia z nimi mają ludzie przeciętnie zorientowani z tematyką — co bardzo często kończy się właśnie używaniem niewłaściwego słownictwa.

Niektóre błędne terminy tak głęboko już zakorzeniły się w popularnym słownictwie, że niezwykle trudno jest z nimi walczyć. Nigdy nie jest jednak zbyt późno — stąd pomysł napisania artykułu omawiającego najczęstsze błędy początkujących miłośników komputeryzacji.

Bit, bajt i spółka

Zacznę od rzeczy najprostszej: jednostek miar pojemności pamięci obowiązujących w elektronice i informatyce. Nie sądzę, abyś miał problem z podaniem pojemności zainstalowanej w Twoim komputerze pamięci operacyjnej lub używanego przez Ciebie dysku twardego; czy potrafisz jednak prawidłowo te wielkości zapisać?

Najczęstszym błędem jest nieprawidłowe zapisywanie przedrostka kilo. Informatyczne kilo oparte jest o potęgę dwójki (210), stąd jeden kilobajt odpowiada 1024 bajtom (a nie 1000 bajtów!). Prawidłowy zapis takiego kilo to wielka litera K. Problem jest też z samym bajtem: słowo bajt skraca się do wielkiej litery B, podczas gdy małej literze b odpowiada tylko... jeden bit. Widzisz chyba, że drobna pomyłka może oznaczać ośmiokrotną różnicę pojemności pamięci?

Podsumowując: „jeden kilobajt” to 1 KB. Nie inaczej. Jeśli napiszesz 1 kb, będzie to oznaczało tysiąc bitów, a więc ponad ośmiokrotnie mniej. Równie nieprawidłowe są zapisy 1 Kb oraz 1 kB (dokładniej mówiąc: są w pewien sposób prawidłowe, jednak oznaczają odpowiednio „jeden kilobit” oraz „tysiąc bajtów” — a więc niezupełnie to, o co chodziło).

Większe jednostki – mega, giga, terabajty – nie sprawiają już na szczęście aż takich problemów. Nie zapisz ich jednak również przez przypadek małą literą — chyba, że chcesz otrzymać tak absurdalne jednostki pojemności pamięci jak na przykład „jeden milibit”.

Na konieć warto jeszcze dodać kilka zdań dotyczących niezbyt uczciwych praktyk producentów dysków twardych: w celach merketingowych zawyżają oni pojemność produkowanych przez siebie napędów, licząc pojemność względem potęgi dziesiątki („fizyczne” kilo, równe 103, czyli 1000) a nie dwójki („informatyczne” kilo, równe 210, czyli 1024). Efekt? Twój nowiutki dysk twardy o pojemności 160 GB tak naprawdę ma tylko około 160 000 000 000 bajtów! Proste obliczenia (dzielenie przez 1024) doprowadzą Cię do wniosku, że realna pojemność takiego dysku to mniej więcej... 149 GB. Co o tym myślisz?

Uwaga Od paru lat obowiązuje nowa norma SI, tworząca binarne wersje przedrostków. I tak na przykład przedrostek Ki (czytany kibi) oznacza 210 a przedrostek Gi (czytany gibi) oznacza 230. Nowa norma nie daje miejsca na nieścisłości: mówiąc „pięć mebibajtów” jasno dajemy do zrozumienia, że chodzi o jednostki binarne, a nie dziesiętne. Ja w swoim serwisie WWW konsekwentnie wprowadzam nowe oznaczenia we wszystkich tekstach; szkoda, że nie robią tego producenci sprzętu elektronicznego, a w szczególności dysków twardych...

Więcej o pamięciach

Skoro już jesteśmy przy pojemności pamięci, należy wspomnieć o błędach związanych z nazywaniem typów pamięci. Również tutaj przeciętny użytkownik wprowadzany jest w błąd już w sklepie — tym razem jednak przez sprzedawców, którzy sami nie wiedzą, jak poprawnie opisać moduł pamięci.

Cały problem zaistniał w momencie wprowadzenia na rynek pamięci zwanych popularnie DDR. Popularnie, acz niepoprawnie, gdyż pamięci te to również pamięci SDRAM. Nie ma zatem sensu przykładowe pytanie „szukam dobrej płyty obsługującej pamięci SDRAM i DDR” — ponieważ pamięci SDRAM to zarówno „stare” pamięci SDR SDRAM, jak i „nowe” DDR SDRAM. Prawidłowa postać powyższego pytania to: „szukam dobrej płyty obsługującej pamięci SDR SDRAM i DDR SDRAM”.

Mętlik potęgują jeszcze sprzedawcy, opisujący moduły pamięci terminami typu „DDRAM”. Nie ma takiego czegoś! Skrót DDRAM nie ma w ogóle sensu po rozwinięciu — chętnie bym zapytał osoby, która go po raz pierwszy użyła, co według niej skrót taki mógłby oznaczać. Przy okazji: prawidłowe rozwinięcie skrótu SDR SDRAM to Single Data Rate Synchronous Dynamic Random Access Memory, zaś DDR SDRAM — Double Data Rate Synchronous Dynamic Random Access Memory.

Kolejna niejasność dotyczy gniazd modułów pamięci oraz samych modułów. Niepoprawne, często zadawane jednak pytanie początkujących użytkowników brzmi: „czy ta płyta ma gniazda DIMM, czy DDR?” Dlaczego niepoprawne? Bo moduły DIMM – dokładnie jak w przypadku samych pamięci – występują w dwóch odmianach: SDRDDR. Różnią się one liczbą wyprowadzeń i rozmieszczeniem kołków (w przypadku gniazda) lub wycięć (w przypadku modułu) uniemożliwiających niepoprawne włożenie modułu, nie są zatem zdecydowanie zamienne — i dlatego należy zawsze dokładnie precyzować, czy ma się na myśli wersję SDR, czy DDR. Sam "goły" termin DIMM nie mówi nic. Nie ma też takiego czegoś, jak gniazdo DDR czy też moduł DDR.

Podsumowując: rodzaje pamięci to SDR SDRAMDDR SDRAM, rodzaje modułów pamięci to DIMM SDR SDRAM oraz DIMM DDR SDRAM, zaś rodzaje gniazd pamięci to DIMM SDRDIMM DDR. Bez bicia przyznam się, że terminy typu „DIMM SDR” również nie są w 100% poprawne, jednak pozwalają nie mieć wątpliwości, o który rodzaj gniazda czy modułu chodzi.

Kości i moduły

Słowo „kość” cieszy się nadspodziewaną popularnością wśród elektroników-amatorów. Często jest przez to nadużywane i stosowane w przypadkach całkowicie nieuzasadnionych.

Często na grupach dyskusyjnych czytam wypowiedź następującej postaci: „kupiłem dzisiaj kość pamięci 256 MB”. W tym momencie ogarnia mnie podziw dla tej osoby, gdyż wyobrażam sobie, jak kupuje ona w sklepie elektronicznym pojedynczy układ scalony o pojemności 2 Gb (potrafisz już poprawnie rozszyfrować ten skrót? tak, to dwa gigabity, czyli 256 MB) i uważnie, by nie zgiąć cieniutkich wyprowadzeń nowoczesnego układu, wsuwa go w slot DIMM. Ludzie! „Kość” to tylko i wyłącznie jeden układ scalony! Takie małe plastikowe pudełeczko z dużą liczbą cieniutkich wyprowadzeń na obwodzie!

Jeśli zdarza Ci się regularnie popełniać ten właśnie błąd, weź sobie do serca moją prośbę: „kością” nazywaj tylko pojedyncze układy scalone (choćby by to był nawet olbrzymi procesor — byle nie w obudowie typu slot!), zaś płytkę z przylutowanymi układami ("koścmi") — modułem.

Kontroler to, czy nie kontroler...

Błąd niesamowicie częsty. Przyznam, że rozumiem, dlaczego tak często się on pojawia, jednak mimo to powinien zostać wyprostowany. Na myśli mam przewijający się nieustannie w różnych rozmowach „kontroler IDE” — „czy kontroler IDE na tej płycie obsługuje dyski powyżej 32 GB”, „czy do kontrolera IDE RAID na płycie głównej można podłączać napędy CD-ROM”... Wszystko ślicznie, problem polega jednak na tym, że kontrolera IDE na płycie głównej nie ma i nigdy nie było!

Standard IDE (ang. Integrated Drive Electronics) został wymyślony po to właśnie, aby zmniejszyć koszty podłączania dysku twardego i zlikwidować odrębny, uniwersalny kontroler. Pomysł IDE polegał na umieszczeniu prostego, bardzo ograniczonego i dostosowanego tylko do jednego konkretnego modelu dysku kontrolera bezpośrednio w obudowie napędu, i podłączeniu go do standardowej magistrali ISA za pomocą kabla. Za obsługę dysku na płycie głównej odpowiadało tylko gniazdko oraz parę bramek logicznych wstępnie dekodujących adres — taniej było tych parę bramek umieścić na płycie głównej, niż wykorzystać kabel o większej liczbie żył.

Wprowadzenie magistrali PCI, a następnie skomplikowanych mostków południowych (przepraszam, koncentratorów komunikacyjnych, pozdrowienia dla Intela ;-)) spowodowało skomplikowanie standardu IDE, jednak na płycie głównej nadal znajduje się tylko prosty układ umożliwiający bezpośrednią komunikację oprogramowania z dyskiem twardym i przesyłanie danych z wykorzystaniem trybu bus master magistrali PCI.

Podsumowanie: kontroler IDE zawsze był, jest, i będzie płytką elektroniki przymocowaną do obudowy dysku twardego i połączoną kablem z płytą główną lub kartą rozszerzającą. To, co znajduje się na płycie głównej, to tylko interfejs IDE (lub wręcz bardziej dosadnie: złącze interfejsu IDE); jeśli zaś korzystasz z dodatkowej karty PCI, do której przyłączasz dyski twarde IDE, korzystasz z karty interfejsu IDE PCI. Podkreślam jeszcze raz: to nie są kontrolery, niezależnie od tego, co ujrzysz w cenniku (a nawet niestety na opakowaniu i w instrukcjach wielu płyt głównych i kart rozszerzających...).

Najśmieszniejsze są jednak „kontrolery IDE RAID”. Tutaj pomyłka jest dwukrotna, gdyż przede wszystkim – jak udowodniłem wyżej – nie jest to wcale kontroler IDE w żadnym razie, po drugie zaś — z mechanizmem RAID również ma ta funkcja niewiele wspólnego! Taki „niby-kontroler” to najzwyklejszy interfejs IDE, wyposażony jednak (na poziomie oprogramowania niskopoziomowego, tzw. firmware, oraz na poziomie sterowników) w najprostszą funkcjonalność RAID (np. ograniczoną do poziomów 0, 1 i 1+0), a do tego realizowaną przez procesor centralny komputera. Równie „dobry” RAID zbudować można i bez takiej funkcji, korzystając z systemów operacyjnych wyposażonych w programową funkcję RAID — na przykład Windows NT czy Linuksa. Oczywiście, wykorzystanie takiego wspomaganego sterownikami mechanizmu ma też swoje zalety — jednak nie jest to nic nadzwyczajnego, za co warto by było dopłacać.

„Problem kontrolera” dotyka też innych standardów — przede wszystkim SCSI oraz FireWire. W ich przypadku w ogóle nie istnieje takie coś, jak kontroler: są to magistrale o charakterze równorzędnym, mogące służyć do komunikowania się dwóch dowolnych urządzeń, nawet bez pośrednictwa komputera. Dysk SCSI podłączysz zatem do karty interfejsu SCSI PCI, a kamerę FireWire — do karty interfejsu FireWire. Nie wahaj się jednak używać sformułowania kontroler USB, gdyż magistrala USB wymaga do prawidłowego działania specjalizowanego układu zawiadującego w pewnym stopniu podłączonymi do niej urządzeniami.

I to by było na tyle

Dotrwałeś do tego miejsca? Jeśli tak, cieszę się bardzo; jeszcze bardziej zaś będę się cieszył, jeśli zapamiętasz podane tu przeze mnie przykłady i postarasz się nie popełniać podobnych błędów w rozmowach dotyczących elektroniki czy informatyki — czego życzy Ci