

Długo miałem komfort pisania o problemach z kondensatorami elektrolitycznymi z pozycji elektronika-teoretyka, żaden bowiem z moich komputerów nie cierpiał na takie dolegliwości. Ostatnio wpadła jednak w moje ręce płyta główna zbyt jeszcze ciekawa, by ją złomować, niesprawna jednak właśnie z powodu napuchniętych i wylanych kondensatorów.

Przy okazji wymiany postanowiłem zatem napisać swego rodzaju poradnik dla wszystkich tych, którzy również zostali zmuszeni do żmudnego ślęczenia z lutownicą w ręku. Tego typu naprawa – całkowicie wykonalna w domowych warunkach – jest bowiem niezwykle opłacalna: za kilkanaście złotych można przywrócić do życia płytę główną, której wymiana na inną – z powodu często zmieniających się technologii i standardów – często oznacza koszty liczone w setkach złotych. Poza tym, naprawiona płyta po remoncie może doskonale służyć w serwerze lub drugim komputerze.
Na samym początku należy zgromadzić sprzęt i materiały potrzebne do pracy. Przede wszystkim potrzebna jest lutownica o mocy co najmniej 70 W, najlepiej ze stabilizacją temperatury grota (choć nie jest to bezwzględnie wymagane). Oczywiście grot powinien być względnie cienki, a sama lutownica niezbyt duża i łatwa w manewrowaniu. Po drugie, rolka cyny (średnica 0.9 mm lub mniej) i nieco topnika. Po trzecie, ostre i niezbyt duże cążki do przycinania wyprowadzeń kondensatorów. Odsysacz do cyny nie będzie niezbędny, choć może ułatwić pracę (nie mówiąc już o pełnoprawnej stacji do wylutowywania).
W drugim kroku musisz przygotować listę kondensatorów podlegających wymianie i spisać parametry dla zamienników:
Najlepiej jest wymieniać wszystkie kondensatory w danej grupie, nawet jeżeli tylko kilka z nich jest uszkodzonych. Robiąc zakupy dolicz też jeden czy dwa elementy jako rezerwę na wypadek uszkodzenia lub zgubienia któregoś. Kupować należy kondensatory typu Low-ESR, przeznaczone do pracy w układach elektronicznych.
Na koniec przygotuj sobie wygodne stanowisko pracy. Musisz mieć dużo pustego miejsca, blisko dociągniętą linię zasilającą, dobre oświetlenie (którego nie będziesz sobie sam zasłaniał) i wygodę korzystania z lutownicy (aby nie zrzucić jej na ziemię lub nie poparzyć się nią). Dobrze jest też wyłożyć biurko jakimś arkuszem lub płytą tekturową, aby nie uszkodzić powierzchni kroplami cyny.
Najważniejsza rada: zawsze pracuj z dobrze nagrzaną lutownicą. Po jej włączeniu zostaw ją na 10-15 minut, aby cały grot nagrzał się do nominalnej temperatury pracy. Nie możesz sobie pozwolić na przyciskanie niedostatecznie rozgrzanej lutownicy przez minutę do punktu lutowniczego: płyta główna jest obwodem wielowarstwowym i nie jest trudno uszkodzić jedną z wewnętrznych warstw przez przegrzanie.
Każdy wymieniany kondensator oglądnij dokładnie i zapamiętaj (lub zanotuj) w którą stronę skierowany jest jego biegun ujemny (oznaczany najczęściej paskiem na ściance obudowy kondensatora). Co prawda na samej płycie powinien znajdować się nadruk z oznaczeniem biegunów, jednak licz na to tylko w ostateczności (tym bardziej, że zdarzają się błędy w nadruku). Pomylenie biegunowości kondensatora elektrolitycznego kończy się co najmniej efektowną eksplozją kondensatora, a czasem również uszkodzeniem pobliskich układów scalonych.
Jeżeli wcześniej nie lutowałeś masowo produkowanej elektroniki, możesz być zaskoczony jak ciężko pójdzie pierwsza próba. Stosowane niskoołowiowe luty wymagają bardzo wysokiej temperatury grota, a sama płyta główna – przystosowana do sprawnego odprowadzania ciepła – ma sporą pojemność cieplną i błyskawicznie schładza groty lutownic o mniejszej mocy. Sporo pomaga częste moczenie grota w topniku (lub nawet nałożenie odrobiny topnika na punkt lutowniczy) oraz roztopienie w punkcie lutowniczym odrobiny świeżej cyny z rolki.
Odsysanie cyny z punktów lutowniczych nie jest konieczne. Podgrzewaj po prostu cynę od strony druku (na zmianę oba wyprowadzenia kondensatora), drugą ręką próbując delikatnie wyciągnąć nóżkę kondensatora z podgrzewanego właśnie punktu. Gdy już uda Ci się wyjąć kondensator, pozwól płycie „odsapnąć” chwilę, aby nie przegrzać jej przy wlutowywaniu nowego elementu.
Wlutowując nowy kondensator dokładnie sprawdź jego biegunowość. Jeżeli w punktach lutowniczych pozostała stara cyna, może być konieczne naprzemienne podgrzewanie obydwu punktów tak, aby udało się wsunąć kondensator do końca. Czasem może być też konieczne wcześniejsze przycięcie wyprowadzeń do odpowiedniej długości (zazwyczaj przycina się je dopiero po wlutowaniu układu tak, aby nie mogły dotknąć żadnego pobliskiego punktu lutowniczego lub innego wyprowadzenia). Gdy kondensator jest już osadzony w swoim miejscu, należy go przylutować świeżą cyną z rolki, zapewniając dobre połączenie elektryczne oraz mechaniczne.

Gdy skończysz lutowanie wszystkich kondensatorów (po nabraniu wprawy będziesz potrzebował około pięciu minut na każdą sztukę), oglądnij jeszcze raz wszystkie miejsca lutowania, szukając potencjalnych zwarć lub odprysków cyny. Poruszaj każdym kondensatorem obserwując, czy jego wyprowadzenia nie mają luzu wymagającego dokładniejszego lutowania. Jeszcze raz zerknij też, czy wszystkie elementy są wlutowane z prawidłową biegunowością. Pośpiech jest w przypadku tego typu napraw najgorszym doradcą.
Teraz pozostaje Ci jedynie podłączyć zasilanie do płyty i sprawdzić, czy uruchamia się ona bez problemu i działa stabilnie. Kilka godzin bezbłędnego działania programów typu Memtest86+ czy Prime 95 pozwala żywić nadzieję, że płyta po operacji wróciła do zdrowia.
"podgrzewaj na zmianę oba punkty lutownicze",
"podgrzewaj po prostu cynę od strony druku".
A co to dokładnie znaczy?
Co konkretnie podgrzewać?
I z której strony płyty?
Może jakieś zdjęcie?