

Komputery portable spełniały swoje zadanie, ale wciąż były duże, ciężkie i niewygodne. Technika jednak nie stała w miejscu i szybko zastąpiono duże, pięciocalowe napędy dyskowe mniejszymi 3½" odpowiednikami, ciężkie lampy kineskopowe wyświetlaczami ciekłokrystalicznymi lub plazmowymi, a odłączane klawiatury — stałymi, mniejszymi i lżejszymi.
Zaoszczędzone miejsce wykorzystano do zamontowania baterii akumulatorów, głównie niklowo-kadmowych. Dawało to zupełnie nową jakość: można było pracować na komputerze nawet w pociągu, samolocie, w barze czy na lotnisku! Choć czas pracy na zasilaniu bateryjnym zazwyczaj ograniczony był do 45-90 minut, a ciężar wciąż przekraczał często 5 kg, prawdziwie mobilna praca zaczęła być rzeczywistością.
Człowiek nigdy nie jest jednak w pełni zadowolony ze swoich osiągnięć. Kolejna generacja komputerów przenośnych miała być jeszcze lepsza, jeszcze mniejsza, jeszcze bardziej przenośna i jeszcze bardziej doskonała. O tym już niebawem.
No i historia zatoczyła koło, bo całkiem nowa Toshiba mojej żony działa ok. 90 minut na bateriach.