

Czym za młodu skorupka nasiąknie, tym na starość trąci. To obrazowe powiedzenie wzięli sobie do serca producenci oprogramowania, kierując do studentów – najliczniejszej grupy potencjalnych przyszłych użytkowników swoich produktów – tanie (lub bezpłatne) wersje edukacyjne programów. Kto bowiem pierwszy przyzwyczai chłonne jeszcze umysły do konkretnego sposobu pracy i określonego zestawu funkcji, ten wygra w momencie, gdy absolwent – już nie tak buntowniczy i nie mający zbyt wiele czasu – będzie kompletował oprogramowanie potrzebne mu w pracy.
Wypowiadałem się już dosyć krytycznie na temat programu MSDNAA firmy Microsoft. Program ten jednak działa prężnie i sprawnie, a jego warunki są na tyle elastyczne, że raczej nie zmuszają studentów do patrzenia z obawą na moment otrzymania dyplomu. W ślady Microsoftu postanowiła niedawno pójść firma Adobe; niestety, zrobiła to w najgorszym możliwym stylu.
Przede wszystkim, zasady działania programu zostały ustalone dopiero po rozpoczęciu dystrybucji oprogramowania. Nagle niektórzy studenci stwierdzili, że nie mieli prawa kupić studenckich wersji programów, a do tego – wbrew wcześniejszym zapowiedziom i reklamie na pudełku – po zakończeniu studiów mogą program w zasadzie jedynie wyrzucić. Nie muszę mówić, jak wściekli musieli być studenci ostatniego roku studiów.
Firma Adobe na szczęście zreflektowała się i choć tymczasowo wstrzymała dystrybucję wersji edukacyjnych, zmieniła warunki programu na zgodne z zapowiedziami. Program zostanie pewnie wznowiony w momencie uspokojenia się sytuacji i opracowania jasnych reguł licencjonowania.
Ja ze swojej strony wciąż jednak będę namawiał: nie polujcie na Photoshopa. Do większości domowych zastosowań GIMP wystarcza w zupełności.